Dziś niedziela.
Czas odpoczynku, spacerów, aktywności na świeżym powietrzu, tym bardzoiej, że pogoda dopisuje. Przynajmniej u mnie. Przypomniała mi się historia, którą opowiadał Ra Uru Hu.
Wyobraź sobie zwykły niedzielny spacer. Sznurujesz buty, wychodzisz za próg i ruszasz przed siebie. Nic wielkiego. A jednak w tej najbanalniejszej czynności świata dzieje się coś, czego Twój umysł absolutnie nie ogarnia.
Bo chodzenie — z czysto mechanicznej perspektywy — to nic innego jak kontrolowana katastrofa. W każdym kroku rzucasz swoje ciało do przodu, oddajesz je grawitacji, a ona z przyjemnością próbuje przyciągnąć Twoje czoło do chodnika. I w ostatnim ułamku sekundu przed upadkiem — bez instrukcji, bez Twojej zgody, bez świadomej decyzji — Twoje ciało wystawia nogę.
Samo. Bezbłędnie. Za każdym razem.
Twój umysł w tym czasie może spokojnie myśleć o tym, co dziś zjesz na obiad.
Nie zaciskasz pięści patrząc metr przed siebie w obawie, że za chwilę stracisz grunt pod nogami.
Kto tak naprawdę prowadzi tę limuzynę?
Ra Uru Hu powtarzał, że Świadomość pasażera powinna siedzieć z tyłu i obserwować. Nie prowadzić. Nie wrzeszczeć wskazówek do kierowcy. Nie wyrywać kierownicy. Ciało jest pojazdem — i zna drogę lepiej niż jakikolwiek intelekt, który kiedykolwiek próbował je zastąpić.
I tu pojawia się pytanie, które może być dla Ciebie niewygodne.
Jeśli Twoje ciało potrafi utrzymać Cię w pionie przy każdym kroku — bez Twojej pomocy, bez Twojej kontroli, bez Twojego strachu — to dlaczego tak trudno Ci mu zaufać w większych sprawach? Dlaczego decyzje o relacjach, pracy, kierunku życia oddajesz w ręce umysłu, który wiecznie analizuje, porównuje i boi się?
Czy naprawdę wierzysz, że umysł zgubiony w gąszczu cudzych oczekiwań i własnych lęków potrafi nawigować lepiej niż inteligencja, która bezbłędnie przesuwa Cię przez przestrzeni?
Noga wysuwa się sama
Następnym razem gdy poczujesz, jak stopa ląduje na ziemi — stań przez chwilę. Poczuj tę ciągłość ruchu, który dzieje się bez Twojego udziału. Poczuj, że nie musisz pamiętać o oddychaniu. Że serce bije, choć go o to nie prosiłeś. Że to ciało, które przez całe życie traktujesz jak narzędzie — właściwie nigdy Cię nie zawiodło w tym, do czego zostało zaprojektowane.
Pytanie nie brzmi: czy moje ciało jest mądre? Bo mądre to ono jest.
Pytanie brzmi: czy pozwolę mu być mądrym?
Czy odważysz się zająć swoje właściwe miejsce na tylnym siedzeniu — i zamiast panikować, po prostu patrzeć przez okno?
A to, że czasem nie będzie Ci się podobało to co widzisz za jego szybą?
Jak mawiał Ra – „What to do…”
Udanego dnia
Fajny tekst, jak zawsze. Rzadko myślimy o naszej doskonałej maszynerii w ciele, o układzie nerwowym, który w części działa zupełnie autonomicznie, a w części daje się świadomie sterować. A z całą pewnością zbyt rzadko pozwalamy się prowadzić, bez nacisku naszego chciejstwa i wyznaczonego planu. A przecież pasażer ma się rozkoszować podróżą, a nie nadzorowaniu kierowcy.
Mam to szczęście, że w naturalny sposób pozwalałem się prowadzić życiu praktycznie już od dzieciaka (to pewnie aktywne wszystkie bramy kierunku w Centrum G) i zawsze wszystko układało się bardzo korzystnie.
Dzięki Tomku, przy okazji, za odzew na komentarze 🙂
ROBERT!
Niesamowite, ale na Ciebie zawsze mogę liczyć :). Zastanawiałem się nie nad tym czy, tylko kiedy pojawi się tu Twój komentarz 🙂
To ważne i podejrzewam, że nieprzypadkowe, bo będąc w swojej energii „siejesz” ją na otaczający Cię świat i ludzi znajdujących się wokół Ciebie. Bycie sobą zawsze porządkuje przestrzeń – również u innych. Choć powoli, choć tego mogą nie widzieć, jednak trwanie przy swoim JA – self zmienia innych.
A że Cię znam i wiem ile dla mnie zrobiłeś (choć może nieświadomi) to Ci
DZIĘKUJĘ